Audio zawał

Jakieś 40 minut temu skończył się jeden z największych sportowych horrorów z hepiendem, jakie pamiętam. Stawka kosmiczna – medal Mistrzostw Świata. No właśnie, bo przegrany zostaje z niczym. Klasyczny mecz piłkarzy ręcznych. Dobrze, słabo, tragedia i końcowe minuty gry na Hiper poziomie. Z tego słyniemy, głównie dzięki naszym szczypiornistom. Krótko mówiąc,  mecz wygrany, medal zdobyty. Te słowa można jednak podciągnąć pod herezje. Dlaczego? Bo nie ma osoby, która po takim meczu przejdzie obok tego sukcesu obojętnie.

Katar

Nawet najbardziej bezpłciowi domownicy, słysząc przeraźliwie wrzaski Dębowskiego, który za mikrofonem walczył z Iwańskim o prym, jak Polacy z Hiszpanami, przystanęli na chwilę i dołączyli do tego widowiska. Musieli, bo po pierwsze grali nasi, a po drugie, to Ci nasi grali w ręczna. Większej reklamy produktu telewizyjnego w najbliższych godzinach nie będzie.  Skoki w Willingen gdzie lata się ponad 150m, mecz Arsenal – Aston (5-0) czy wszystkie mydełka z cyklu trudne sprawy, odeszły na dalszy plan. Ja, niestety albo stety, mecz ten historyczny wysłuchałem w drodze z podsłowackiej Rajczy do Krakowa. W klasycznym polskim PKSie, gdzie o Wi – Fi mogłem zapomnieć. Byłem jednak na to przygotowany poprzednimi przeżyciami (mecz z Katarem oglądałem w identycznych warunkach – ale oglądałem) tylko jadąc w przeciwnym kierunku. No więc zadbałem o 100% baterii i liczyłem ze mój internet w połączeniu z dobrze wybranym streamem poradzi sobie przyzwoicie. Niestety się myliłem. Po 20 minutach walki z reklamami odpuściłem. Nie całkowicie, zbyt uparty na to jestem, ale częściowo. TVP nadawało to włączyłem. Obrazu nie miałem, ale komentarz docierał. Powiem wam jedno – szok! Czegoś takiego moje zmysły jeszcze nigdy nie przeżyły. Zdany na opowieści i emocje Dębowskiego i Iwańskiego jakoś przeżyłem to spotkanie. Jak? Nie mam pojęcia. Machałem rękoma, zaciskałem pięści aż dostałem skurczu w udzie. Podskoczyłem żeby rozprostować nogę (na szczęście siedziałem sam) i ludzie się troszkę dziwnie popatrzyli. Nie dbałem o to bo już w słuchawkach słyszałem ze to druga minuta dogrywki. Świat przestał istnieć. Co jakiś czas w podżywieckich wioskach traciłem zasięg, i transmisja na kilka sekund zamierała. Najgorzej! Ale zawsze wracała. Telefony znajomych, podekscytowanych tak samo jak ja, albo bardziej bo widzących co się dzieje, wyłączały mi odbiór audio. Czyli nie miałem nic. Po ostatnim gwizdku tak zerwałem się z fotela z pięściami w geście triumfu, że tylko dzięki rozmowie telefonicznej jednego towarzysza podróży, ludzie nie potraktowali mnie jak mega wariata. Rozmawiał bowiem ze znajomym, ale tak donośnie, że chyba kierowca słyszał – oczywiście o meczu.

Życzę każdemu, żeby przynajmniej raz w życiu, spróbował odebrać sport bez obrazu. To, że z przymusu trafiłem na spotkanie historyczne, to chyba szczęśliwy zbieg okoliczności. Pisze ten tekst jeszcze w trasie, ale odrazu po powrocie, oglądne i sprawdzę jak to co słyszałem, będzie odebrane przez wzrok. Niesamowite przeżycie! Prawdziwy audio zawał.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s