Juwenalia – o co kaman?

Kolejne Juwenalia Akademii Wychowania Fizycznego już za nami. Imprezowy kurz powoli opada, chociaż na pewno znajdą się tacy, którzy z takim stwierdzeniem się nie zgodzą. Wiadomo. Ładna pogoda, trochę słoneczka, fajna ekipa i trudno. Magisterka, licencjat czy inne szkolne zaległości odchodzą w zapomnienie. Przynajmniej na czas, który będzie spędzony przy grillu. To wszystko jest oczywistą koleją rzeczy. Ale dlaczego właściwie o tym wspominam? A no z bardzo prostego powodu. Jeżeli takie odprężenie na terenach zielonych można uznać za dosyć oczywiste zjawisko, porównywalne na gruncie sportowym do przeciętnego spotkania ligowego, to Juwenalia w tej klasyfikacji trzeba traktować jako finał Ligi Mistrzów. Kto twierdzi inaczej, jest w błędzie, albo po prostu go nie rozumiem. Ci jednak, którzy ze mną się zgadzają, wiedzą coś na temat „Fran Cup”. Tegoroczne trofeum wędrowało z rąk do rąk niczym ogień olimpijski. Dla nas, studentów, każda zabawka służąca do efektownego spożywania alkoholu jest czymś godnym uwagi. A jeżeli można spożyć całe piwo w dwie sekundy to dlaczego tego nie zrobić? I to jeszcze w akompaniamencie towarzyszy. I to nie byle jakich. Od jakiegoś czasu nasza uczelnia może pochwalić się najlepszym dopingiem w Krakowie. I to we wszystkich konkurencjach. W piciu „Frana” również. Zwolnijmy jednak na chwilę i przypomnijmy sobie, jakie imprezy towarzyszyły nam w tym pięknym tygodniu.

Czil

Poniedziałek

Wszystko zaczęło się o godzinie 20:00. Juwenaliowy Turniej Bowlingowy odbył się w tym roku tam gdzie zwykle. Dla niewtajemniczonych – Plaza. Świetna atmosfera, dużo śmiechu, piwa i zdrowej rywalizacji, to doskonały początek tygodnia rozpusty. Walka o kule, bo ta lżejsza, a ta ma większe otwory a ta zielona, jeszcze inna z numerkiem 7. Klasyk. Ale uroczy – bo nasz. I jak to zazwyczaj bywa na turniejach kręglarskich AWF, kilka dziewcząt odkryło w sobie niespotykany talent do sportu, o którym wiedziały tyle, ile ja o historii Vanuatu (państwo w Oceanii). Szacunek dla zwycięzców. Wszyscy, którzy nabrali nieco odwagi cywilnej po kilku łykach chłodnego browarka, skierowali się do Mety. Tam, jak w każdy poniedziałek, turniej śpiewu. Ale nie taki zwykły. Juwenaliowy Konkurs Karaoke. Jak było nie wiem, pewnie fajnie. Powiem szczerze, nie pamiętam nawet dlaczego mnie nie było, albo inaczej … gdzie byłem.

Bowling

Wtorek

Tego dnia od godziny 16:00 na naszej hali odbywały się prawdziwe „Igrzyska śmierci”. Spotkania pracowników ze studentami, jak zwykle przysporzyły wielu niezapomnianych wrażeń. Dużo strzałów, prób rzutów, kontuzji i niewykorzystanych okazji. Ale za to kochamy takie wydarzenia – możemy na chwilę udowodnić tym od kolosów, że na boisku kolosami jesteśmy my – ich czas świetności motorycznej minął, a uczeń przerósł mistrza. O 20:00 wszyscy chętni mogli wybrać się na imprezę do klubu Shakers. I jeszcze jedno. Tego dnia, zdobywca tytułu Super Studenta AWF rywalizował w finałowej walce na kampusie AGH. Występ można określić jako bardziej niż zadowalający. Ostatecznie Artur Szczepaniak zajął drugie miejsce ulegając tylko przedstawicielowi UJ. A konkurencja była spora, bo do walki stanęło aż 8 uczelni. Aha. Na trybunach zwyciężyliśmy my. Doping był tak świetny, że media więcej uwagi poświęciły naszym śpiewakom, niż organizatorom z … AGH. Normalnie.

Dni sportu

Środa

Od rana ogień. Najpierw turniej „Papier, kamień, nożyce”. Na balkonie hali ZGS rozegrano mistrzostwa, które pozwoliły wyłonić najlepszych. Rywalizowała również nasza Najmilsza Studentka. Joasia Szumiec niestety nie została sklasyfikowana, ponieważ doszło do korupcji. Najlepiej o tym nie mówić, bo tylko się zezłościć można. Z kolei w meczu piłki nożnej reprezentacja SUMu pokonała młodziaków z licencjatu. Wynik 7 do 6 rozpieścił kibiców. W innych dyscyplinach również było gorąco, ale że rozgrywane one były na hali, to dostęp do zawodników był ograniczony. Nasza redakcja nie otrzymała akredytacji dziennikarskich na to wydarzenie, a biletów nie można było już nabyć w kasach. Szkoda. Prawdziwą perełką była jednak godzina 19:00. Oficjalne Otwarcie Juwenaliów. Ależ to brzmi. Z ciekawostek można odnotować fakt, iż ochrona próbowała nie dopuścić do wydarzenia osób z piwami. Udało im się to. Tyle tylko, że puszki dosłownie wlatywały przez taras, który „przez przypadek” został otwarty. No cóż. Jak nie siłą to sposobem. Samo wydarzenie nadzwyczajne nie było, bo schemat imprezy jest od lat w miarę oklepany, co nie oznacza jednak, że było słabo. Kto miał alkohol, bawił się w chowanego z jedną nadgorliwą pracownicą służb mundurowych. Fajna zabawa, ale przegrany tracił piwo. W nocy wszyscy luzowaliśmy się w namiocie połączonym tajemnymi schodami z Metą. Pisać na ten temat nie ma sensu, bo kto był ten i tak nie pamięta, a kogo nie było, nie wie o co chodzi. Darujemy sobie.

Siatkówka

Czwartek

Z samego rana można było pograć w Speed-Ball. Super sprawa na kaca – można poodbijać piłkę na sznurku z całej siły. Oczywiście gra ta ma swoje zasady i jest sportem, który trzeba traktować zupełnie poważnie. Z wyjątkiem czwartku juwenaliowego. Wówczas nic nie jest poważne. Można było również wziąć udział w klasycznym poślizgu. Kto nie wie o co chodzi, niech poszuka na profilu AWF Channel. Właśnie. Lajkować AWF Channel, ponieważ „AGH coś tam” zaczyna się rozpychać, a do tego nie wolno dopuścić. O godzinie 19:00 na scenę główną wpadli muzycy. Zrobili niezłe show. Grubson samą swoją obecnością poprawił atmosferę, ale ludzi zbyt wiele nie było. Może to przez pogodę? Trudno powiedzieć. W każdym razie o czwartej nad ranem można z nim było zatańczyć „belgijskiego” w Mecie. Podobno.

Dziwak

Piątek

Kolorowód. Niesamowite wydarzenie. Warto wstać o godzinie 8:00 żeby to przeżyć. Poważnie. Chociaż raz w życiu. Podróż tramwajem na AGH, a później wycieczka tysięcy „nieświeżych” ale cudownie przebranych studentów wszelakich uczelni na Rynek Główny. Tam integracja na poziomie światowym. Można spróbować specjałów pitych z baniaków, skosztować piwka z „Frana” ale uzbrojonego w hydrauliczny kran ssący (pewnie AGH), oraz pośmiać się ze wszystkiego co dzieje się dookoła. Przyszłość intelektualna narodu zebrana w jednym miejscu, przypomina bardziej wesołe miasteczko na peryferiach Las Vegas. O 21:00 już na kampusie AWF zaczęło się Silent Disco. Słuchafony jak dzwony na uszy i jazda. Każdy wybiera muzykę, która mu odpowiada i bawi się nieświadomy tego, czego słuchają inni. Na sali kompletna cisza, ale każdy tańczy. Co najmniej dziwne. Dla fanów koncertów, znalazła się alternatywa. Co prawda na miasteczku AGH, ale jednak. Koncert Jamala i OSTR, przyciągnął tłumy. Charakterystyczny zapach towarzyszący tego typu wydarzeniom wyczuli chyba wszyscy obecni,  bowiem nikt nie wyszedł z plaży koncertowej smutny.

Wyrzut

Sobota

Jeden z piękniejszych dni. Na pewno najatrakcyjniejszy. Od rana mogliśmy podziwiać zmagania siatkarzy plażowych. Zagrać również można było. Fajnie, że zrobili drabinkę brazylijską, bo przegrany nie odpadał z gry i udało mi się zagrać całe dwa spotkania. Ale doping mieliśmy godny finału. Dużo ładnych dziewcząt, które rywalizowały o medale, ozdabiało okolice boiska. Chłopcy też jacyś byli, ale sorry … nie znam się. O 15:00 zaczął się największy bum. Color Fun zorganizowany na terenach zielonych naszej uczelni był strzałem w dziesiątkę. Setki osób z całego Krakowa, rodziny z dziećmi, osoby wszystkich narodowości, ras i poglądów religijnych w jednym miejscu i z konkretnym celem. Wyrzucić kolorowy proszek w powietrze i … ubrudzić się. Prosta idea, ale efekt był niesamowity. Blisko pół tysiąca paczek wyrzuconych w powietrze, zamieniły na chwilę tereny zielone w niespotykaną chmurę radości. Później wszyscy grillowali i świętowali naznaczeni, ale jakże szczęśliwi. Finał jednak dopiero miał nadejść. Wielkie Ognisko Juwenaliowe. Potężne słupy ognia, a wokół tłumy ludzi ze wszystkich uczelni. Można było się zintegrować, napić i pośpiewać. I tak jak każda ciekawa historia, nasza również zakończyła się Happy Endem, bo zatoczyła koło. Popularny „Fran” znalazł kilkunastu zwolenników i rozweselał każdego użytkownika, gotowego wlać w siebie piwo bez zbędnego sączenia.

Color Fun

Taki tydzień zdarza się raz do roku. Oficjalnie. Są bowiem osoby, które przeżyły to raz w życiu, a i takie, które nie doświadczą tego nigdy. Korzystajmy więc z każdej możliwej okazji do zabawy, bo dorosłe życie dogoni każdego. Młodość z kolei ma taką właściwość, że gdy ucieknie, to już się jej nie da złapać. Po tych kilku mądro-głupich zdaniach przyszedł czas na podsumowanie Juwenaliów (a może Juwenalii?) – „Juwe, Juwe, Juwenalia! Kto nie pije ten kanalia!” Zdrówko.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s