Mecz od kulis

Sobota meczowa. Święto dla każdego piłkarza i kibica. Z jedną tylko różnicą. Dla zawodnika to dzień pracy i ukoronowanie całego tygodnia. Po to właśnie trenuje się przez całe życie, wykonuje setki podań i strzałów, żeby raz w tygodniu, jeżeli w ogóle trener widzi nas w swojej koncepcji, stanąć do walki o ligowe punkty i uznanie w oczach zgromadzonej widowni.

Stadion

 

Z punktu widzenia kibica, spotkanie ligowe, pucharowe czy nawet zwykły sparing, zaczyna się o wyznaczonej godzinie i kończy po 90 minutach. Inaczej wygląda to u zawodników, którzy mecz rozpoczynają już na pierwszym treningu a cały tydzień podporządkowują właśnie temu wydarzeniu. Każdy kto grał w piłkę wie jak taka sobota wygląda, ale są i tacy, którzy nigdy nie mieli okazji przeżyć spotkania „od szatni”. Więc jak to jest? Na własnym przykładzie postaram się przybliżyć każdemu zainteresowanemu, jak wygląda klasyczny dzień meczowy u piłkarza, czy jak kto woli kopacza.

lego

Czas do wyznaczonej przez kierownika drużyny zbiórki, każdy ma zagospodarowany według własnego uznania. Ja osobiście staram się wykorzystać każdą wolną minutę na odpoczynek. I tak robię. Trzeba też zjeść dobry obiad, bo na zorganizowany przez klub posiłek można liczyć tylko w przypadku dalekich wyjazdów. A takich, przynajmniej na poziomie IV ligi nie ma zbyt wiele. Właściwie żadnego.

leniwiec

Cała zabawa rozpoczyna się podczas zbiórki. Jeżeli mecz rozgrywany jest na naszym stadionie, to spotykamy się przeważnie godzinę przed rozpoczęciem spotkania. Podobnie wygląda to w innych klubach. Wyjazdowe spotkania to już nieco inna bajka. Wiadomo. Trzeba wziąć pod uwagę odległość, czas na ewentualne postoje i rezerwę w razie wypadków losowych. Ale tu również planuje się podróż tak, aby zameldować się na boisku rywala nie później niż na 60 minut przed pierwszym gwizdkiem. Dlaczego akurat godzina? Ten czas przeznaczony jest na odprawę przedmeczową i rozgrzewkę. Proporcje są różne i zależą głównie od trenera. Przeważnie jednak wygląda to podobnie i na odprawę przeznacza się nie więcej niż 20 minut. Zawodnicy poznają wyjściowy skład, ustawienie podczas stałych fragmentów gry i założenia taktyczne. Resztę czasu przeznacza się na drobne zabiegi zdrowotne i rozgrzewkę, po której wraca się do szatni i po ostatnich wskazówkach trenera zespół przystępuje do meczu. Oczywiście najpierw sędziowie dokładnie sprawdzają obuwie zawodników i inne regulaminowe ciekawostki. Na przykład taśmy, które podtrzymują ochraniacze na goleń, muszą być w kolorze skarpet a getry, które pełnią rolę ochronną podczas wślizgów, mają kolor spodenek.

rozgrzewka

W końcu pierwszy gwizdek. Gramy mecz na wyjeździe, więc wiadomo, że sędziowie nam nie pomogą. Tak to działa. Jeszcze w szatni dowiedzieliśmy się, że będziemy musieli radzić sobie bez dwóch podstawowych zawodników. Trudno. I tak trzeba grać. Jeszcze większa mobilizacja. Trener wystawił mnie na prawą obronę, ale byłem na to przygotowany. I najważniejsze. Pierwszy kontakt z piłką udany, czyli będzie dobrze. Tak się przyjęło, i nawet się to sprawdza, że kluczowe jest pierwsze podanie, trzeba dobrze wejść w mecz. Później gra się na większym luzie bo piłka słucha się nogi, a nie przeszkadza. Jeszcze w pierwszej połowie zawaliłem linie spalonego, za co dostałem słuszną reprymendę od kolegów z formacji obronnej. Na nasze szczęście jednak do szatni schodzimy z bezbramkowym remisem. W przerwie trener trochę krzyczy, bo w sumie po to jest, trochę tłumaczy i poprawia. Do drugiej połowy przystępujemy pewni swego, ponieważ rywal jest w naszym zasięgu. Na boisku to się czuje od razu. Sama gra nie do końca układa się rywalom, ale u nas też nie jest lepiej więc trzymamy się złotej zasady. Jeżeli meczu nie można wygrać to trzeba zremisować. No i udało się. Mecz kończy się podziałem punktów. Nie był on może najciekawszym spektaklem dla kibiców, bo wynik 0-0 to chyba najgorszy z możliwych rezultatów, ale punkt zdobyty cieszy.

szatnia

W szatni szybki prysznic, trochę żartów, wypominek kto co zawalił, i do busa. W drodze powrotnej klasyczny postój w sklepie na szybkie zakupy. Młodsi soczek i chipsy, starsi nie koniecznie. Dieta. Droga powrotna po przegranym meczu to prawdziwa męka. My swój mecz zremisowaliśmy więc o stypie w autobusie nie było mowy. I dobrze. Trochę zdrowia zostało na boisku więc można było się zrelaksować.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s